140x200 Update

Księga ocalenia (2010)

The Book of Eli

Recenzje

Niedoceniony film braci Hughes, to tak naprawdę ambicje w kinie hollywoodzkim.

2010-06-14 | Lewis | 8/10 | 3 z 6 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Postapokaliptyczne pustkowia, pod rażąco jasnym słońcem, które mocno zajaśniało, gdy niebo się rozdarło z powodu wojny atomowej. Niektórzy ludzie, którzy przetrwali wciąż prowadzą walki o przetrwanie. Samotny wędrowiec, Eli, niesie przez świat tajemniczą Księgę, która chroni go przed złem. Ma za zadanie donieść ją do celu - w bezpieczne dla niej miejsce. Jednak przeszkodzi mu w tym Carnegie, który koniecznie chce posiąść władzę nad tym drugim światem, a do zwycięstwa potrzebne jest mu dzieło, któremu tajemniczy podróżnik poświęcił całe swoje życie.

Na szczęście akcja została ograniczona do niezbędnego minimum. Walki bohatera nie są tutaj głównym tematem, jak można by sądzić z zwiastunów. Sceny te zostały świetnie rozłożone na cały film oraz doskonale nakręcone i zmontowane. Jednak krwawe, ale krótkie bitwy to nie jedyny powód, który świadczy o tym, że film jest przeznaczony dla dorosłych. Do całości warto dodać mocne przekleństwa (które nie rażą, a doskonale pasują do przeznaczonych na nie miejsc) oraz wątek kanibalizmu (sprawdzanie trzęsących się dłoni).

Blasku filmowi nadają doskonałe role głównych bohaterów. Denzel Washington, który jak zawsze starannie dobiera role, poraz kolejny stanął na wysokości zadania. Z zarostem przypominającym jakiegoś bezdomnego z Central Parku i spalonymi plecami może sprawiać wrażenie mędrca, ktory wiele w życiu przeżył. Jednak Gary Oldman nie okazał się gorszy, zwłaszcza, że przyszło mu grać czarny charakter (dawno tego nie było, prawda?). Przekonująco odegrał rolę despotycznego mężczyzny żądnego władzy.

Wszystko mogło być takie piękne... Więc dlaczego ten film został absolutnie niedoceniony? Wszystko przez to, że promowana jako rozrykowa produkcja okazała się zawierać w sobie głębszy sens, pewne ambicje, które przeszkodziły przeciętnemu Kowalskiemu w chwili relaksu. Zamiast odpoczywać przy lekkim dramacie, bracia Hughes zafundowali mu podróż po zniszczonym świecie, pełnym ukrytych znaków i zmuszającym do refleksji. To nie do wyobrażenia, a jednak takie jest. Pięknie wykonane zdjęcia i montaż jeszcze umacniają mnie w przekonaniu, że to nie był prosty film dla każdego. Nie chodzi mi o to, że ludzie są za głupi, by go zrozumieć, ale o to, że wybierając się na niego spodziewali się zupełnie innego kina. Chodziło o film pełen akcji i przemocy. A w tym wypadku nie było czegoś takiego.

Moim zdaniem świetny, chociaż zakończony w - jak zwykle to bywa - patetycznym, czysto amerykańskim tonie. Ten wszechobecny patos kulminuje właśnie w ostatnich minutach. I właśnie to jest najgorsze.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Czy w świecie jutra biblia znów nas podzieli, a może połączy?

2010-05-06 | derik1984 | 6/10 | 2 z 7 osób uważa tę recenzję za użyteczną

*** Możliwe spoilery *** Niestety kolejny kinowy hit, poprzedzony zakrojoną na szeroką skalę kampanią reklamową, okazuje się po prostu przeciętniakiem i sporym rozczarowaniem.

Eli jak garstka innych ocalałych przemierza to co zostało ze znanego nam świata, w poszukiwaniu bliżej nieokreślonego celu. Pewnego dnia dociera do małego miasteczka rządzonego przez Carnegiea, tyrana szukającego ocalałego egzemplarza Biblii. Przypadkowo wychodzi na jaw, że Eli posiada prawdopodobnie ostatnią świętą księgę, którą chroni od wielu lat. Chcąc ją zdobyć Karnegie postanawia go zabić, ale to nie jest takie proste.

Filmów o świecie po wojnie atomowej powstało bardzo wiele. Do tematu podchodzili różni reżyserowie od lat 40-tych po chwilę obecną. Większość opierano jednak na bardzo podobnym schemacie, w którym garstka ocalałych nie nauczona niczego wojną nadal ze sobą walczy, światem rządzi prawo silniejszego, aż pewnego dnia pojawia się bohater który naprawia ten bałagan. Taka też jest Księga ocalenia. Fabuła przedstawia się bardzo prosto, choć zdarzają się sytuacje częściowo zaskakujące (choćby sama księga).

Po świetnie przygotowanym trailerze spodziewałem się tu kina akcji na najwyższym poziomie. Niestety na tym polu film lekko rozczarowuje. Poza pięcioma momentami, w których naprawdę dużo się dzieje, cała reszta to rozmowy bohaterów, pokazanie ich osobowości i świata w jakim przyszło im żyć. Niestety w pewnym momencie staje się to po prostu nudne, a akcja ciągnie się jak flaki z olejem. Choć z drugiej strony walka maczetą wyszła rewelacyjnie i te fragmenty naprawdę mogą przykuć do ekranu.

Denzel Washington jak zwykle nie zawiódł i doskonale wcielił się w swoją postać. Co ciekawe nie jest ona taka kryształowa, jak mogło by się wydawać. Co do reszty ekipy to również nie mam tu większych uwag.

Oczywiście w filmie postapokaliptycznym nie mogło zabraknąć ruin naszej cywilizacji. Co prawda widać sporo zniszczonych samochodów, budynków i dróg (w oddali nawet Nowy Jork), ale 90 milionów dolarów można było lepiej wykorzystać.

Szkoda, że całość psuje marna końcówka. Trafiony w brzuch Eli zakleja ranę taśmą i jak gdyby nigdy nic idzie dalej, by dotarłszy do celu spisać na nowo biblię i zadowolony ze swojego dzieła umrzeć. Zero w tym dramatyzmu, ale dość dobrze pasuje do amerykańskiego patosu w jakim utrzymano produkcję.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie