Na wstępie zaznaczam, że jestem fanem filmów, w których krew leje się hektolitrami, dlatego też “28 tygodni później” to dla mnie jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałem. Niezłe wrażenie robią sceny niemal opustoszałego miasta. Wrażenie robią sceny w których ludzie uciekają przed bardzo szybkimi zarażonymi. Może i dla niektórych wydaje się to śmieszne, ale dla mnie lepsze to niż ucieczka przed zombie, którzy poruszają się w żółwim tempie. No i przede wszystkim dużo akcji. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie “28 Months Later”, w końcu twórcy ciekawie zakończyli cześć drugą.