140x200 Update

Piła IV (2007)

Saw IV

Recenzje

Gdybym był psychopatycznym maniakiem...

2010-11-09 | Maciek_Przybyszewski | 3/10 | 1 z 4 osoby uważa tę recenzję za użyteczną

*** Możliwe spoilery *** Wszedłem do sklepu metalowego i grzecznie poprosiłem sprzedawcę aby mi podał najostrzejszą piłę. Zdziwił się, ale w końcu „klient nasz pan”. Zaopatrzony w to śmiercionośne narzędzie udałem się do pobliskiej wypożyczalni filmów, gdzie przy ogólnej panice, krzykach i piskach zmasakrowałem wszystkie dostępne egzemplarze czwartej części Piły.

Tak mogłyby się potoczyć wypadki gdybym był psychopatycznym, maniakalnym fanem ambitnego kina niezależnego Sierra Leone. Na szczęście nie jestem, nie zmienia to jednak faktu, że w trakcie i po obejrzeniu czwartej odsłony cyklu zgrzytałem z frustracji zębami.

Twórcy podeszli do tematu na zasadzie nie ważne co, nie ważne jak, byleby się sprzedało. Nie mylili się zbytnio gdyż film zarobił do tej pory ponad 100 milionów dolarów. Jigsaw nie żyje, a w jego ciele podczas sekcji zwłok patolog odkrywa tajemnicze zawiniątko. Ktoś kto widział choć jedną część wie, co ono mogło kryć. Od momentu puszczenia taśmy mam do czynienia z wielokrotnie powielanymi schematami. Powielanymi do tego stopnia, że nawet scenografia wygląda tak jak z poprzedniej odsłony, co zresztą nie dziwi, gdyż omawiany film jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń. Niby wszystko fajnie, ale różne formy zadawania bólu i śmierci nie straszą ani nie zaskakują jak wcześniej. Niby w filmie pojawiają się jakieś wyjaśnienia motywów działania Jigsaw’a oraz kim są bohaterowie pierwszej Piły jednak jest to grube nićmi szyte i mnie nie przekonało.

W filmie roi się od niekonsekwencji i błędów logicznych. Oficer SWAT zachowuje się jak nie opierzony policjant, który nie wie jak zachować się podczas wchodzenia do pomieszczenia, gdy chwil parę wcześniej robi to niemal wzorcowo podczas akcji. Bohater grany przez Donniego Wahlberga wygląda śmiesznie zważywszy, że jest przetrzymywany pół roku od swojego zniknięcia. Dają się w jego postaci zauważyć dwie zmiany: większy zarost i większa waga (gdyby nie tortury to nie mógłby na nic narzekać ;)). Wiele scen wydaje się być dodanych na siłę. Montażysta po prostu wkleił sceny z poprzednich części. Montaż momentami męczy. Jest bardzo chaotyczny i rwany co przynajmniej mnie nie przypadło do gustu i utrudniało odbiór.

Gra aktorska powiedzmy, że jest. Najlepiej wypada jak zwykle Tobin Bell. Mimo, iż jest martwy to jego postać przeraża. Pozostali są tłem.

To nie ostatnia część cyklu, ale to tej pory najsłabsza. Fani serii pewnie będą usatysfakcjonowani, lecz pozostali mogą być znudzeni lub zniesmaczeni, a może i zdarzą się przypadki opisane we wstępie :)

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Łami-główka

2009-06-30 | Garret_Reza_fdb | 3/10 | 0 z 5 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Jeśli ktokolwiek miał nadzieję, że kolejna Piła będzie mniej krwawa od poprzednich części, to zaliczył zimny prysznic jeszcze przed napisami początkowymi. Oto leży sobie na stole martwe i nagie ciałko Johna i czeka. Po chwili przychodzi dwóch panów i robi sekcję zwłok. Jednak nie chodzi tu o to, by ją przeprowadzić. Reżyser ze szwajcarską precyzją stopniuje poziom obrzydzenia wylewającego się na widza. Zaczyna się dosyć lekko: w ruch idzie piła, potem szczypce, kilka par nożyczek... Znalazło się nawet miejsce dla malutkiego młoteczka, który ma służyć do otwarcia głowy denata. Kiedy ciałko jest otwarte (dosłownie), jeden z panów znajduje w żołądku Johna taśmę. Okazuje się, że John przewidział nawet własną śmierć i połkną kasetę. Na nagraniu uspokaja, że jego zgon nic nie zmienia - jego dzieło będzie kontynuowane. Kto podejmie się tego wyzwania? Amanda? Nie. Ona dalej spokojnie nie żyje. Więc kto? Oto jest zagadka... Tylko co z tego, skoro w najnowszej Pile fabuła odgrywa jeszcze mniejszą rolę niż w poprzednich częściach?

Scenarzysta najwyraźniej zdał sobie z tego sprawę i za bardzo się nie wysilił. Tak więc nawet gołym okiem można dostrzec liczne nielogiczności płynące wartko niczym rubinowy płyn z wyłupionych oczu jednej z ofiar...

Fabuła ma również inne niedoskonałości: brak większego zaskoczenia na koniec. Nie uświadczymy tu wstającego trupa ani otwierającego się sejfu. Nowy pomocnik Jigsawa nie budzi ani grama zdziwienia. Po cichu liczyłem jednak na coś więcej. Sam kombinowałem miejscami, że ten drobny szczegół może mieć jakieś znaczenie. Suma summarum okazało się, że jedynym pomysłem na koniec są kombinacje z czasem, do tego słabo wykorzystane.

Pod względem fabuły Piła IV nie zaskakuje – dowiadujemy się o paru płytkich momentach z życia Johna (dlaczego zaczął zakładać pułapki na ludzi itd.). Dalej jednak jest parę pytań, na które nie ma odpowiedzi, np. co Amanda przeczytała w liście w 3 części. Najprawdopodobniej dowiemy się tego już za parę lat, przy okazji premier kolejnych części...

Jednak prawdziwego fana serii (a takich nie brakuje) nie obchodzi już fabuła, tylko pułapki. Nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewał się, że będzie inaczej: makabryczne gry są jeszcze bardziej bezwzględne, krwawe i widowiskowe. Ofiary znów stoją przed wyborami typu "wydłub se oczy albo zgiń". Jednak jest to tylko i wyłącznie powtórka z rozrywki. Nadal przy niektórych scenach chętnie odwracamy wzrok, jednak po seansie czuje się lekki niedosyt...

Nowa Piła IV nie jest ani zaskoczeniem, ani porażką. Nadal miło ogląda się te poucinane kończyny, wrzaski czy co tam się znajdzie. Widać jednak zmęczenie materiału. Formuła mordercy, który uczy życia, zwyczajnie już się przejadła. Widać jak na dłoni, że serii przyda się zastrzyk świeżej krwi. Zostawmy jednak ten problem twórcom, my zaś w spokoju możemy oglądać kolejne chore pomysły Pana Zagadki.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Ręka, noga, mózg na ścianie

2008-02-10 | HawkEye | 6/10 | 6 z 11 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Każdy, kto oglądał trzecią część „Piły” doskonale wiedział, że czwarta jej odsłona wkrótce się pojawi. Zakończenie bowiem nie pozostawiło ku temu żadnych wątpliwości, a to, że Jigsaw (Tobin Bell) zginął, wcale w niczym przeszkadzać nie musi. Zawsze przecież może powstać coś na kształt „Piła: Początek” lub inny tego typu twór, który pozwoli kontynuować serię. Podobnie dzieje się w najnowszej odsłonie cyklu, z tym że genezę zbrodniczej krucjaty Pana Układanki widz poznaje w retrospekcjach, a w tzw. międzyczasie gra toczy się nadal.

Patolodzy przeprowadzają (ukazaną z niebywałą dokładnością) sekcję zwłok Jigsawa. Urocze grzebanie w ciele psychopaty przerywa znalezienie kasety w jego żołądku. Wezwany na miejsce detektyw Hoffman (Costas Mandylor) po odsłuchaniu nagrania dowiaduje się, że gra dopiero się rozpoczęła...

Zacznę od plusów. Tempo akcji jest imponujące i niemalże od samego początku widz zostaje wciągnięty z wielką siłą w wydarzenia rozgrywane na ekranie. Klimat – tak jak w poprzednich częściach – jest mroczny i odpychający, co spotęgowane zostało, charakterystyczną dla serii, przyciemnioną kolorystyką zdjęć, a także dobrze znaną, ale wciąż robiącą rewelacyjne wrażenie ścieżką dźwiękową (Charlie Clouser). Oczywiście nie mogło zabraknąć „stroboskopowego” montażu (Kevin Greutert), który celowo jest chaotyczny, jednak na dłuższą metę okazuje się męczący. Mimo tego montaż także zaliczam do atutów „Piły IV”, a to z powodu znakomitego efektu, polegającego na „przenikaniu się” scen. Trudno jest to opisać, ale każdy, kto film obejrzy, z pewnością dostrzeże tę genialną zagrywkę.

Pora zająć się sprawą dla wielu pewnie najważniejszą, czyli ekranową brutalnością. Fani na pewno nie poczują się zawiedzeni, gdyż moim zdaniem „Piła IV” jest najbardziej makabryczną częścią serii, w której momentami twórcy przesadzili z dosłownością. Nie spodziewałem się, że po poprzedniej odsłonie następna pójdzie jeszcze bardziej w stronę (nie)zwykłej obrzydliwości, ale tak się niestety stało. Osobiście przestało mnie to już bawić, gdyż mam nieodparte wrażenie, iż twórcy zwiększając dawkę makabry usiłują zatuszować coraz słabszy scenariusz (który notabene pierwszy raz nie wyszedł spod pióra Leigh Whannella). Jakże inaczej miała się sytuacja w części pierwszej, która była brutalna i przygniatająca, ale nie w ten dosłowny sposób. A tutaj? Trup ściele się gęsto, co nie stanowi dla widza żadnego zaskoczenia, bo i tak wiadomo, że niemal wszyscy zostaną zmiażdżeni/rozerwani/pocięci itp.

O płytkości scenariusza świadczy chociażby nieprawdopodobnie banalne, by nie rzec – żałosne, wyjaśnienie przyczyny zejścia Jigsawa na zbrodniczą ścieżkę. Jednak na takie rozwiązanie mogą nabrać się chyba jedynie dzieci, tylko że dla nich „Piła” raczej nie jest przeznaczona...

Kolejny zarzut skierowany w stronę scenariusza mam odnośnie coraz bardziej bzdurnych powodów, dla których poszczególne postacie poddawane są próbom. Początkowo wszystko było jasne – Jigsaw, poprzez wymyślne gierki, „nauczał” szacunku do życia osoby, które tego daru nie doceniały. I owszem, może budziło to pewne skojarzenia z „Siedem”, ale było całkiem znośne i do przyjęcia. Jednakże później było już tylko gorzej, no bo czym tak naprawdę zasłużyli sobie doktor Lynn, Jeff lub Kerry (w części trzeciej) czy Rigg (w części czwartej)? Pseudofilozoficzne dywagacje Jigsawa najzwyczajniej przestały mieć sens (o ile kiedykolwiek go miały).

Wydarzenia w „Pile IV” rozgrywają się w ciągu 90 minut – tyle czasu ma bowiem Rigg (Lyriq Bent) na uratowanie porwanych towarzyszy. Ja jednak tak małej ilości czasu nie odczułem, a wręcz przeciwnie – odniosłem wrażenie, że fabuła rozciągnięta została na kilka dni, a nie raptem półtorej godziny. I zapewniam, że nie chodzi mi tu o wiejącą z ekranu nudę (bo takowej nie było), ale o dziwaczną konstrukcję scenariusza, na co wpływ mogły mieć liczne retrospekcje.

Wreszcie przejdę do sprawy dla mnie najbardziej istotnej, która niestety w bardzo negatywny sposób rzutuje na postrzeganie przeze mnie filmu jako całości, czyli jego zakończenie. Wiadome jest, że rozwiązanie każdej „Piły” ma widza zaskoczyć, jednak to, co widzimy w części czwartej budzi jedynie irytację. Ile można?! I do tego w tak żałosny sposób, polegający na bezczelnym (dokładnie tak!) nabijaniu widza w butelkę! Jak tak dalej pójdzie, to śmiało można dociągnąć do „Piły 158”...

Oprócz końcowych fragmentów „Piłę IV” oglądało mi się naprawdę świetnie i byłem pozytywnie zaskoczony poziomem filmu, po którym (z powodu idiotycznej części trzeciej) nie spodziewałem się wiele. Co z tego, skoro zakończenie brutalnie, niczym pułapki Jigsawa, sprowadziło mnie na ziemię i sprawiło, że na całość nie da rady spojrzeć inaczej, niż przez pryzmat ostatnich minut. A nie jest to spojrzenie łaskawe... I jeszcze dodam, że jak niby ma się to wszystko do zakończenia „Piły III”, które wyraźnie pokazywało, że następna gra odbędzie z udziałem Jeffa (Angus Macfadyen). Cóż, jednak nie dane mu było, co definitywnie wskazuje, że twórcy zwyczajnie zjadają własny ogon...

Zdaję sobie sprawę, że nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Producenci „Piły” zarobili na niej krocie, wydając na trzy części około $15 mln, by zarobić ponad $300 mln. Przemysł filmowy (zwłaszcza amerykański) to przecież w 90% zimno wykalkulowany zysk. I w porządku, nie mam nic przeciwko. Pod warunkiem, że twórcy nie traktują widza jak idioty. Jednakże to się raczej nie zmieni, bo na „Piłę V” i tak pewnie pójdą tłumy. A wśród nich niżej podpisany...

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie
  • Piła IV (2007)

    Piła IV (2007) — 27

    Okrutny Jigsaw i jego równie bezwzględna uczennica Amanda nie żyją. Zginął również detektyw Kerry. Na wieść o jego śmierci agent Strahm (Scott Patterson) i agentka Perez (Athena Karkanis) przyjeżdżają do...

  • Avatar-icon

    Maja1985

    2011-08-05

    0/10

    co się wam w tym podoba torturowanie,czy mordowanie wymyślnymi metodami,obejrzałam urywek i miałam dość,jak można to oglądać,że kręcić takie filmy rozumie dla kasy ale patrzeć na te ohydztwa nie ro...

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    marcin_marcinek

    2011-03-22

    CWANIACZKI

    POCZYTAJCIE,ILU TYCH ZŁYCH BIERZE PRZYKŁAD OD TYCH GORSZYCH

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    marcin_marcinek

    2010-11-15

    takie filmy

    uczą bandziorów jak zabijać i się znęcać czy tego nam trzeba

    4 odpowiedzi

    Young_Caesar

  • Piła prawie zupełnie stępiona

    Przełamałem się i postanowiłem obejrzeć 4 część cyklu. Przełamałem się, bo już po trzeciej miałem wrażenie, że film przestaje miec jakąkolwiek logikę i poza kolejnymi sposobami zadawania bólu i śmi...

    1 odpowiedź

    dannyXXX

  • 21x30

    Magic

    2009-12-01

    Piłą

    Nie oglądałem chronologicznie wszystkich części "Piły" więc moja ocena może być nie obiektywna, ale wg mnie jest to dobry thriller. Akcja filmu jest dość płynna i logiczna (z małymi wyjątkami). Gra...

    0 odpowiedzi