140x200 Update

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008)

Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull

Recenzje

Indy i niesamowite przygody

2008-11-14 | piotrek681 | 10/10 | 0 z 7 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Nigdy nie byłem fanem filmów o Indianie Jonesie. Zastanawiałem się, czy scenarzyści mogą mnie jeszcze czymś zaskoczyć? Okazało się, że w najnowszym film Stevena Spielberga odnalazłem elementy jakich wcześniej w tej serii nie było.

Fabuła filmu przenosi widza w późne lata pięćdziesiąte. Radio nadaje przeboje Elvisa Presleya, a Stany Zjednoczone obsesyjnie wierzą w spisek komunistów. Nie bezpodstawnie, ponieważ ludzie Stalina pod wodzą towarzyszki Iriny Spalko (Blanchett) atakują magazyn w strefie 51, gdzie znajdują Arkę Przymierza i ...

Twórcy popełnili jednak rażące błędy. Zbyt mocno wykorzystali elementy z trzech wcześniejszych filmów z tej serii i serialu. Oczywiście jest to problem dla widza, który zna serię. Osoby, które nie oglądały poprzednich filmów z Indianą Jonesem nie będą zniesmaczone powtórkami.

Najważniejsze jest jednak to, że "Królestwo Kryształowej Czaszki" ma bardzo szybkie tempo, nie nudzi, a przede wszystkim gra tam Harrison Ford, który mimo swoich 66 lat nie ma w filmie dublera. Nawet przeciętna gra aktorska Shia LaBeoufa jako zbuntowanego motocyklisty, nie psuje całokształtu. Oprócz tego bajeczne scenerie: piramida w Nazca, cmentarz podczas burzy, wybuch bomby atomowej czy krater na końcu filmu. Od strony wizualnej nic nie można produkcji zarzucić.

Podsumowując, film ten to zaskakujące zwroty akcji, tajemnice. Do tego dreszczyk emocji, starzy bohaterowie oraz zupełnie nowi, dodający odrobinę świeżości filmowi. Ale czy spodoba się współczesnym widzom ?

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda

2008-06-04 | HawkEye | 7/10 | 5 z 8 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Indiany Jonesa przedstawiać nie trzeba – to postać, która stała się niejako synonimem kina przygodowego. Powstała w latach 80. ubiegłego stulecia trylogia od dawna uważana jest za klasykę i niedościgniony wzór dla twórców filmów przygodowych, takich jak „Tomb Raider” czy „Sahara”. A skoro w ostatnich latach na kinowe ekrany powrócili „wielcy nieobecni”: Balboa, Rambo, McClane, to w roku 2008 powraca Jones!

Indy wpada w kolejne tarapaty. Tym razem jednak uwzięli się na niego nie obywatele faszystowskich Niemiec, a socjalistycznej Rosji. Trwa bowiem Zimna Wojna i zarówno Stany Zjednoczone jak i Rosja dążą do zaznaczenia swojej dominującej pozycji nad resztą świata. Kluczem do tego ma być wiedza – najpotężniejsza broń znajdująca się w rękach ludzkości. Posiąść ją chce radziecka agentka, Irina Spalko (Cate Blanchett), jednak do tego celu potrzebuje tajemniczej kryształowej czaszki. A tę odnaleźć może tylko doktor Jones.

Na czwartą część przygód najsłynniejszego archeologa świata fani czekali 19 lat. W kinie to cała epoka – zmieniła się technika, co z kolei poniekąd pociągnęło za sobą zmianę wymagań widzów. Kino rozrywkowe ma być szybkie, kolorowe i efektowne, ponieważ ma dostarczać przede wszystkim dobrej zabawy. W przypadku „Indiany Jonesa” twórcy mieli jednak na uwadze zachowanie konwencji trylogii. W dużej mierze im się to udało, ale niestety nie w całości. W niektórych fragmentach wyraźnie widoczny jest znak obecnych kinowych czasów i gustów masowej widowni. Mam tu na myśli zwłaszcza pościg w dżungli, który – mimo że zaczyna się całkiem obiecująco – ostatecznie jest wręcz karykaturalny. Walka na szpady na pędzących autach, skoki po lianach à la Tarzan, lądowanie amfibią na drzewie, w końcu spływ po ogromnych wodospadach – dla mnie, fana serii, było to po prostu niestrawne. Podobnie zresztą jak sam finał i rozwiązanie zagadki kryształowej czaszki. W moim odczuciu bardziej przypominało to „Tomb Raidera” niż „Indianę Jonesa”.

Na szczęście powyższe zarzuty są jedynymi, jakie mam pod adresem „Królestwa Kryształowej Czaszki”. Całościowo to stary, dobry „Indiana Jones”, którego uwielbiają miliony. W filmie jest masa charakterystycznego dla serii humoru, efektownych pościgów, dobrze znanej muzyki (John Williams) i dynamicznych zdjęć (Janusz Kamiński). Jest bat i kapelusz. Jest trio Harrison Ford, Steven Spielberg, George Lucas. Jest Indiana Jones!

Przyznam, że z obawą wybierałem się do kina na ten film. W głowie rodziły się wątpliwości: czy twórcy nie zszargają dobrego imienia serii i nie wyjdzie komercyjny gniot, na którym bawić się będą głównie najmłodsi widzowie. Po seansie okazało się, że obawy te były niepotrzebne, ponieważ „Królestwo Kryształowej Czaszki” jest dobrym filmem przygodowym, przy którym miło spędza się czas. Akcja pędzi z dużą szybkością nie pozwalając na chwilę nudy i naprawdę nieistotne w tym wszystkim jest to, że Indy cało wychodzi z nieprawdopodobnych wręcz opresji. Na tym przecież ten film polega. I choć uważam, że czwarta część jest najsłabsza z całej serii, to jednak dla fanów archeologa oraz zwolenników kina przygodowego jest to pozycja obowiązkowa.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Indiana Jones powrócił w chwale!

2008-05-19 | Adam_Siennica | 9/10 | 19 z 24 osoby uważa tę recenzję za użyteczną

Na kolejną część przygód dzielnego archeologa czekaliśmy aż 19 lat. Idąc na "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" miałem obawy, które na pewno podziela wielu z was. "Czy Harrison Ford da radę powtórzyć swoją rolę? Czy nie zagra karykatury samego siebie? Czy film będzie miał klimat poprzednich części?"

Już pierwsze sekundy, gdy ujrzałem stare logo Lucasfilmu (takie jak w poprzednich częściach) uświadomiło mi, że będzie to Indiana Jones w starym, dobrym stylu. Przyznam, że przez pierwsze parę minut dziwnie się ogląda Harrisona Forda w troszkę zaawansowanym wieku. Na szczęście to uczucie szybko mija i pozostaje już Indiana, jakiego pamiętamy z poprzednich części. To była pierwsza rzecz, jaka mnie ucieszyła, Indy był po prostu sobą. Mimo wieku, nie był karykaturą, jak chociażby John McClaine w „Szklanej Pułapce 4”.

Historia, którą nam zaserwowali jest według mnie ciekawa, wciąga i daje dużo rozrywki. Oglądałem nie znając szczegółów fabuły, która była ścisłą tajemnicą. I ze względu na szacunek do twórców nie pisnę o tym ani słowa. Opowiem o niej ogólnie nie zagłębiając się w fakty. Jak w "Poszukiwaczach Zaginionej Arki" czy "Ostatniej Krucjacie" mamy w dobrym stylu wyważoną akcję z humorem. Od początku do końca widać, że twórcy kręcili film w konwencji poprzednich części, co sądzę, że udało im się bardzo dobrze. Pewną różnicą na pewno są niesamowite efekty specjalne mistrzów z ILM, które przez postęp techniczny wyglądają o wiele lepiej, mimo że tamte nadal są dobre. Janusz Kamiński także wykonał kawał dobrej roboty, robiąc zdjęcia nieodstające wizualnie od tych, które robił Douglas Slocombe w Trylogii. Oczywiście widać w nich jego genialny styl, co filmowi wyszło tylko na dobre. Dużym plusem są nawiązania kulturowe do lat 50-tych, nawiązania do poprzednich części i paru klasyków kina. Na pewno wprawne oko widza je wychwyci.

Kolejnym plusem tej części są nowi bohaterowie. Role zostały napisane z polotem przez Davida Koeppa, lecz to dopiero aktorzy nadali im duszę, tworząc postaci, których się nie zapomni. Ray Winstone jest zabawny i dobrze się sprawił w roli dawnego przyjaciela Indiany. Shia LaBeouf stworzył postać wiarygodną, trochę buntowniczą, lecz świetnie sobie radząca w duecie z Harrisonem Fordem. Najpewniej będzie to jedna z głównych postaci piątej części, jeśli już ją nakręcą. Niektóre sceny akcji z jego udziałem z całą pewnością przejdą do klasyki gatunku. John Hurt gra dobrze, postać ma trochę dziwną, ale nie ma powodów do narzekań. Największe wrażenie zrobiła na mnie Cate Blanchet w roli Iriny Spalko. Jej gra i ekspresja uczuć bez słów na długo zapadają w pamięć, tworząc jeden z najbardziej pamiętlnych czarnych charakterów serii.

Natomiast Karen Allen w roli Marion Ravenwood, w którą wcieliła się w części pierwszej, jakoś nie dała z siebie wszystkiego. Wiem, na co ją stać i widzimy, że czegoś jej brak. Ale nie obawiajcie się, ponieważ nadal jest zadziorną Marion, którą pamiętamy.

Muzyka Johna Williamsa wypadła nieco poniżej moich oczekiwań.

Podsumowując: Jaki jest nowy Indy? Czy spełnia oczekiwania?

Moje na pewno spełnił. Dostałem film przygodowy z prawdziwego zdarzenia, który wciąga akcją, humorem i efektownością. Lepiej nie mieć jakichś kosmicznych wyobrażeń, jaka może być ta część, ponieważ w takiej sytuacji zawsze kończy się to rozczarowaniem.

Król kina przygodowego powrócił w chwale. Niech filmy przygodowo-podobne się strzegą! Polecam!

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie