140x200 Update

Freddy nie żyje: Koniec koszmaru (1991)

Freddy's Dead: The Final Nightmare

Recenzje

Szósta część serii „Koszmar z ulicy Wiązów” nie cieszy się wśród fanów Freddy’ego Kruegera szczególną sympatią.

2009-01-29 | GrabarzPolski | 5/10 | 1 z 1 osoba uważa tę recenzję za użyteczną

Trudno się temu dziwić – w końcu jak lubić film, w którym nasz idol po wielu perypetiach pada wreszcie trupem? I to podobno nieodwołalnie!

Niestety śmierć Freddy’ego nie jest jedyną wadą filmu „Freddy nie żyje: Koniec koszmaru”. Niemal równie przykry jak zgon tytułowego potwora jest fakt, że w zasadzie przez cały film nie traktuje się tej postaci poważnie. Po raz pierwszy Freddy ukazuje nam się tutaj w nieźle rozegranej scenie koszmaru głównego bohatera (która należy zresztą do najciekawszych fragmentów tego odcinka), ale czy ktoś mi może wyjaśnić dlaczego kazano mu w niej przybrać postać czarownicy na miotle? Później widzimy kolejno: Freddy’ego-wrednego bachora, który używa swojej słynnej rękawicy nie po to aby rozcinać ofiary na kawałki, ale po to aby pojeździć sobie ostrzami po szkolnej tablicy i wywołać „rozrywający czaszkę dźwięk” (efekt będzie nieprzekonujący niezależnie od tego jak bogate kino domowe posiadacie); Freddy’ego-postać z gry komputerowej rozdającą na prawo i lewo radosne komputerowe kopniaki; czy wreszcie – Freddy’ego dającego się pokonać średnio wysportowanej kobiecie kilkoma mało fantazyjnymi ciosami. Aż tak kabaretowo i niegroźnie nie prezentował się jeszcze Krueger w żadnej z dotychczasowych części serii.

Nie pomaga też naciągana fabuła tego filmu. Cierpiący na amnezję „John Doe” (Shon Greenblatt) trafia do przytułku dla młodzieży z problemami, w którym pracuje doktor Maggie Burroughs (Lisa Zane). Kiedy okazuje się, że chłopak jest jedynym ocalałym dzieckiem z przeklętego Springwood, zdajemy sobie sprawę, że Freddy może wkrótce zaszczycić swoją obecnością nie tylko sny pani doktor, ale również jej przyjaciela i współpracownika (Yaphet Kotto) oraz ich niesfornych podopiecznych (Breckin Meyer, Ricky Dean Logan, Lezlie Deane). A jak już Freddy porządnie narozrabia, Maggie będzie musiała sięgnąć po ostateczne i najryzykowniejsze rozwiązanie: założy czerwono-niebieskie okularki do oglądania filmów 3D i zapuści się w mroczne zakamary umysłu potwora...

Finał filmu „Freddy nie żyje: Koniec koszmaru” zrealizowano oryginalnie w technice trójwymiarowej i w trakcie seansów kinowych moment kiedy bohaterka zakłada okulary był dla widza znakiem, że należy uczynić to samo. Wypada to dość żałośnie – zwłaszcza kiedy oglądamy teraz te sceny w wersji „płaskiej”, a Lisa Zane wciąż mówi nam, że nagle „postrzega wszystko zupełnie inaczej”. Mimo tego typu przykrych momentów, także tę część „Koszmaru z ulicy Wiązów” ogląda się z pewną przyjemnością: w końcu Englund nie stracił tu całkowicie swojego wrednego uroku, Zane i Deane potrafią przykuć męską uwagę, a do tego raczy się nas mini-występami Alice’a Coopera, Johnny’ego Deppa, Roseanne Barr i Toma Arnolda. No a „nieodwołalna” śmierć Freddy’ego okazała się oczywiście umowna i parę lat później wymyślonego przez siebie potwora wskrzesił sam Wes Craven.

Autor recenzji: Bartłomiej Paszylk

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

"They saved the best for last."

2008-04-19 | majak01 | 8/10 | 7 z 7 osób uważa tę recenzję za użyteczną

*** Możliwe spoilery *** Finałowa część jednego z najlepszych filmów grozy lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku- „Freddy nie żyje: Koniec koszmaru” ma olbrzymie znaczenie nie tylko dla samej serii, ale i slasherów ogółem. A wszystko dzięki temu, iż poznajemy w niej przeszłość Kruegera - od lat dzieciństwa, aż po dorosłe życie. Dowiadujemy się także skąd w nim taka siła i żądza krwi.

Oczywiście, łatwo można się było domyślić, że nasz czarny charakter już od najmłodszych lat był bezduszny i pozbawiony wszelkich zahamowań, świadczy o tym chociażby fakt, jakim jest znęcanie się nad bezbronnymi zwierzętami. Masochistyczne skłonności, niereagowanie na ból i brak jakiejkolwiek wrażliwości, w szybkim tempie zaowocowały wykreowaniem potwora, który po odebraniu mu własnego dziecka rozpoczął brutalne żniwa, pozbawiając pozostałych mieszkańców Springwood potomstwa. Chcąc uratować swoje pociechy, zbuntowani rodzice wymierzyli mu karę, paląc go żywcem. Śmierć, stała się jednak dla niego darem, gdyż mityczne demony snów obdarzyły go mocą władania koszmarami, w których mógł żyć wiecznie.

Jak widzicie, wartość merytoryczna filmu, jest bardzo ważna i żaden wielbiciel „Koszmaru z ulicy Wiązów” nie powinien pozwolić sobie na opuszczenie owej części, ponieważ bez niej nie dowie się wszystkiego, o czym wiedzieć należy. Skupmy się przez chwilę na samym tytule produkcji. Wypadałoby zadać sobie pytanie: Freddy nie żyje? Czy to możliwe?! On sam w końcu nazywa siebie nieśmiertelnym i w charakterystyczny sposób (obcinając sobie palce) wylicza ile to już razy próbowano go zabić. Wymienia próbę spalenia, pochowania i użycia wody święconej. Stwierdza ponadto: „Kijami w złości można połamać mi kości. Lecz niczym nie można mnie zabić”. Zdaje się, że nie ma wyjścia - demon będzie zabijał, nie pozwalając światu zasnąć. Lecz czy na pewno? A jeśliby tak wyciągnąć go ze snu i pokonać w realnym świecie? Sprawdźcie sami…

Ciekawym urozmaiceniem jest przeniesienie akcji (przynajmniej jej kawałka) poza granice Springwood. Poprzez to uwidacznia się potęga Freddy’iego, niepozostającego bezczynnym i rozwijającego swe krwawe rzemiosło wszędzie tam, gdzie są dzieci. Potwierdzenie tego znajdujemy w słowach Kruegera : „Każde miasto ma ulicę Wiązów”.

Zdecydowanie na pochwałę zasługuje stworzenie klimatu wszechobecnej psychozy, ogarniającej miejscowość, niegdyś zamieszkałą przez władcę snów. Festyn bez udziału dzieci, nauczanie wyimaginowanej młodzieży w szkole i paniczny strach przed Freddy’m idealnie budują wspomniany nastrój.

Trochę irytujące były sposoby zabijania. Dobrym pomysłem jest wykorzystywanie słabości ofiar i znęcanie się nad nimi, ale to w jaki sposób umierają, ostatecznie pozostawia wiele do życzenia.

Największą wadą, o której trzeba wspomnieć jest gra aktorska. Postacie bez życia, ich odtwórcy praktycznie nie wczuli się w odrywane role. Córka Freddy’iego kompletnie tu nie pasuje - jako fan „Nightmare on Elm street” wyobrażałem ją sobie inaczej, ale cóż, autorem filmu nie jestem…

Ogólnie rzecz ujmując, „Koniec koszmaru” jest wart obejrzenia zarówno przez horroromaniaków, jak i przez zwykłych miłośników dobrego kina.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie