140x200 Update

Recenzje

Historia życia i kariery twórczości Ryszarda Riedla. Opowieść o marzeniach , sukcesie i tragicznej śmierci. O showbiznesie, który zabija indywidualizm i sprawia, że ludzie stają się bezwolnymi marionetkami

2010-02-09 | bassia5 | 8/10 | 0 z 2 osoby uważa tę recenzję za użyteczną

*** Możliwe spoilery *** Ryszarda Riedla nie ma wśród nas już blisko 16 lat. Przez ten czas jego postać obrosła w legendę a muzyka stała się inspiracją dla młodych twórców. Do dzisiaj dla wielu ludzi Riedel pozostaje idolem, symbolem wolności i buntu a jego charakterystyczny głos i głębokie dojrzale teksty nadal wywołują niesamowite emocje. Jan Kidawa-Błoński jest jednym z tych, którzy zdają się dostrzegać fenomen wokalisty Dżemu i postanowił przedstawić historię jego życia. Skazany na bluesa to przejmująca opowieść o marzeniach, o wielkim sukcesie i równie spektakularnym upadku. Kolejne sceny filmu pokazują nam trudne dzieciństwo Riedla, jego konflikty z ojcem, atmosferę biednego śląskiego osiedla. Dzięki miłości do muzyki, swojemu talentowi, ciężkiej pracy i determinacji Riedel potrafił wyrwać się ze swojego środowiska i odnieść niebywały sukces. W czasach swojej największej świetności zespół Dżem sprzedał miliony płyt, ich piosenki królowały na radiowych listach przebojów a na koncertach rzesze fanów skandowało imię Rysiek.

I chyba każdy z nas chciałby, aby ta historia w tym momencie się zakończyła. Biedny chłopak odnosi sukces. Heppy end. Niestety ta opowieść ma ciąg dalszy. Oto niespodziewany sukces przytłacza młodego człowieka. Artysta nie potrafi sobie poradzić z popularnością, z naciskami ze strony otoczenia i menadżerów. Chce uciec a zapomnienia szuka w narkotykach i alkoholu. I odtąd niczym z równi pochyłej zaczyna się staczać. W końcu sięga samego dna, dna z którego dla niego nie ma ratunku.

Zawsze wydawało mi się, że życie gwiazdy rocka jest super. „Skazany na bluesa” zweryfikował ten pogląd. Film ukazuję jak showbiznes potrafi zniszczyć w człowieku to, co najlepsze, zabić indywidualizm, przeżuć i wypluć. Nigdy nie zapomnę sceny, kiedy ledwo stojący na nogach artysta zostaje zmuszony zagrać koncert. Nie liczy się człowiek ważna jest tylko kasa. „Skazany na bluesa" to naprawdę poruszająca historia. W filmie wspaniałą kreację stworzył wcielający się w rolę Riedla Tomasz Kot. Mocną stroną obrazu jest obecna oryginalna muzyka Dżemu oraz archiwalne materiały z koncertów. Warto obejrzeć „Skazanego na bluesa” bo to film, który przybliża nam życie artysty oraz pozwala zrozumieć przyczyny jego tragicznego finału. Gorąco polecam.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Narkotyczny ciąg skazujący na klasę średnią

2008-01-02 | tofka | 6/10 | 9 z 15 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Charakterystyczne brzmienie gitar, klawisze i charyzmatyczny wokal to kwintesencja Dżemu stanowiąca o jego wyjątkowości. Jan Kidawa – Błoński obrazem „Skazany na bluesa” jako pierwszy zmierzył się z biografią Ryszarda Riedla – frontmana zespołu Dżem.

Fabuła filmu skupia się na motywie życiowej drogi wokalisty. Opowiadana na ekranie historia zaczyna się od momentu poznania Goli – przyszłej pani Riedel. Później młody Rysiek zaczyna przygodę z muzyką, wygrywa „casting” wyśpiewując sobie członkostwo w Dżemie. Kolejny etap to odnalezienie wolności w narkotykowym transie i stopniowe uzależnianie się Riedla, które ostatecznie kończy się jego śmiercią.

Muszę przyznać, że reżyserowi udało się bardzo spójnie połączyć prawdę biograficzną z fikcją filmowo – literacką, a tym samym stworzyć całkiem zgrabny obraz. Nie można więc traktować „Skazanego na bluesa” jako typowego filmu biograficznego. Biografia to jedynie materiał wyjściowy, zakropiony wyobraźnią twórców oraz suto okraszony fantastyczną muzyką Dżemu. Ścieżka dźwiękowa to niewątpliwy atut obrazu Kidawy – Błońskiego. Utwory są ładnie dobrane, pojawiają się w odpowiednich momentach by przejmującym tekstem zobrazować fragmenty życia głównego bohatera, jego spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, uwypuklić jego emocjonalność. Jest to nie lada gratka dla fanów zespołu.

Warto też zwrócić uwagę na Tomasza Kota, który wcielił się w postać Riedla. Gra on przekonywająco, z pewną nonszalancją i nie da się ukryć, że fizyczne podobieństwo do wokalisty Dżemu jest czasami uderzające. Nie pozostaje nic z bogatego narzeczonego salowej z „Na dobre i na złe” czy milionera Maxa z polskiej wersji (skądinąd moim zdaniem nie najlepszej) „Niani”. Świetną kreację stworzyła Jolanta Fraszyńska, która w roli Goli przeszła emocjonalną drogę od fascynacji do rozpaczy.

W „Skazanym na bluesa” reżyser podjął się zadania trudnego, bowiem jest to pierwszy fabularno – biograficzny obraz o liderze Dżemu. Podjął się zadania trudnego i moim skromnym zdaniem poległ. Kidawa – Błoński zrealizował film nie o Ryśku Riedlu, nie o człowieku, nie o legendzie polskiego bluesrocka, nie o charyzmatycznym wokaliście. Tego wszystkiego w „Skazanym na bluesa” jest niewiele, skupiono się za to na problemie narkotykowym Riedla. Główny wątek filmu to walka o życie, walka o zachowanie siebie, rozpacz Goli, rozpacz zespołu i praktycznie droga donikąd, która przypadkowo stała się życiową drogą Ryszarda Riedla. Mimo zapowiedzi, Kidawa – Błoński nie pokazuje ani dzieciństwa, ani konfliktu syna z ojcem, a nawet jeśli pokazuje, to w tak niewielkim wymiarze, że gubi się to w narkotykowym ciągu.

Nie ukrywam jednak, że początkowo filmem byłam zachwycona, głównie ze względu na połączenie muzyki Dżemu (którą bardzo cenię) z obrazem. Niestety po powtórnym oglądaniu nie było już tak różowo. Wszystko to, co zachwycało zostało, ale jednak w ogólne wrażenie wkradł sie niedosyt i odczucie swoistej płytkości, jakbym miała do czynienia z filmem edukacyjnym pt. „nie brał bym tego gówna”. Potencjał kryjący się w biografii Ryśka Riedla oraz w historii Dżemu, który właściwe stał się już legendą polskiego rocka, został zmięty i powstał film o biednym Ryśku, co mu się w życiu nie powiodło, a tyle mógł przecież osiągnąć.

„Skazanego na bluesa” obejrzeć można. Warto poświęcić mu uwagę na pewno ze względu na muzykę, która film zdecydowanie ratuje, ponieważ o Ryśku Riedlu, patrząc na film Kidawy – Błońskiego, zdecydowanie lepiej się słucha. Tym bardziej, że „był jednym z niewielu skazanych na bluesa. Ten wyrok dodawał mu sił. Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć, lecz często uciekał, by stanąć przed wami, by znów nabrać sił”.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie
  • Skazany na bluesa (2005)

    Skazany na bluesa (2005) — 8

    Ryszard Riedel nie był i nie potrafił zresztą być - zwykłym człowiekiem. Mimo postępujących lat był człowiekiem o wrażliwości i psychice dziecka, żyjącym w świecie własnych marzeń i iluzji. Można by...

  • Avatar-icon

    Djinn

    2011-12-01

    Film, który porusza ....

    Obejrzałem ten film na raty, w sumie chyba ze 4 razy starałem się go skończyć. Dopiero w momencie, jak dotarłem mniej więcej do połowy, obejrzałem go do końca. Tydzień później znalazłem kilka chwil...

    2 odpowiedzi

    derik1984

  • 21x30

    rast26

    2010-10-22

    8/10

    Film bardzo dobry ohh tylko szkoda Ryśka Rydla ale przynajmniej jego muzyka dalej żyje

    0 odpowiedzi

  • Avatar-icon

    repres

    2009-11-17

    DŻEM

    Tak film moocny. <3 uwielbiam muzekę graną przez DŻEM. ;]

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    Edith

    2009-09-19

    8/10

    Jeden z bardziej udanych filmów współczesnych jeśli nie najbardziej

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    juskowiak

    2008-01-03

    Najlepszy polski film ostatnich lat,

    obok "Dnia świra". mocne 9/10.

    0 odpowiedzi